Ludzie się nie zmieniają, zmieniają się tylko czasy

 

W rozmowie z Markiem Telerem pisarka Magdalena Witkiewicz, autorka powieści historycznej Córka generała, opowiada o kulisach pracy nad książką, rodzinnych tajemnicach i realiach międzywojennego Wolnego Miasta Gdańska.

 

Marek Teler: Pani najnowsza książka Córka generała to opowieść o skomplikowanych życiowych wyborach, miłości w czasach konfliktu i o tym, jak wojna zmienia ludzkie życie. Co najbardziej może w niej zaskoczyć Pani czytelników?

Magdalena Witkiewicz: Czasem wydaje mi się, że moich czytelników nic nie jest w stanie zaskoczyć. Chociaż… Podejrzewam, że tutaj jest trochę nieoczywisty happy end. Czytelnikom będzie się wydawało, że pokieruję losem moich bohaterów nieco inaczej… Mam nadzieję, że czytelnicy spojrzą znowu nieco inaczej na ludzi, którzy żyli dawniej i dostrzegą w nich siebie samych. Bo ludzie się nie zmieniają, zmieniają się tylko czasy… A ludzie? Mają te same marzenia i pragnienia jak dawniej. 

M.T.: Córka generała ma formę powieści szkatułkowej, w której bohaterka sięga w przeszłość, aby zanurzyć się w miłosnej historii z lat 30. Skąd pomysł na właśnie taką formułę powieści?

M.W.: Bardzo lubię podkreślać to, że historia lubi się powtarzać. Kocham odnośniki do przeszłości, do tego, co już było kiedyś. Lubię stare przedmioty, często trzymam je w dłoniach i zastanawiam się nad ich historią. Podczas pisania tej powieści też miałam takie „amulety”. Były to gdańskie monety z lat międzywojennych, paszport z Wolnego Miasta Gdańska kupiony na Allegro… Już kilka razy pisałam w ten sposób powieści
i wiem, że czytelnicy również to lubią. Zaglądać w przeszłość bohaterów i w przeszłość ich przodków. 

M.T.: Przedmioty odgrywają też ważną rolę w Pani książce – to pozostawione na strychu skarby przeszłości, którym towarzyszą niezwykłe rodzinne historie. Czy zgadza się Pani ze stwierdzeniem, że każda rodzina ma swoją tajemnicę?

M.W.: Jestem o tym przekonana! Każda rodzina ma swoją tajemnicę, czasem nawet nie wie o jej istnieniu. Ja ostatnio odkrywam tajemnice mojego dziadka od strony ojca. Dowiaduję się nowych rzeczy i wszystkie klocki układanki zaczynają pasować. Myślę, że historia mojego dziadka też jest świetnym materiałem na powieść. Do tej pory byłam przekonana, że to będzie opowieść o babci, ale jednak nie jest to już dla mnie takie oczywiste. Może będzie o dziadku i… kobietach? A może o tym, że to, czy ktoś jest tym złym, zależy tylko od tego, kto będzie opowiadał jego historię? Ja kocham kolekcjonować przedmioty z duszą. Cieszę się, że moje dzieci też zaczynają to doceniać. Córka dostała na Gwiazdkę od swojego dziadka stare, niemalże stuletnie skrzypce, na których uczył się grać jej pradziadek. Lekko wytarte, nieco podniszczone, ale pamiętające wiele godzin muzyki...

M.T.: Akcja Córki generała rozgrywa się przede wszystkim w Wolnym Mieście Gdańsku lat 30. Jakie to było miasto i z jakich źródeł korzystała Pani, budując jego obraz w swojej powieści?

M.W.: Nie zmieściłabym chyba wszystkich źródeł. Kupowałam wszystkie książki i wszystkie materiały, które znalazłam na temat Wolnego Miasta Gdańska. Szukałam przede wszystkim wspomnień i pamiętników. Koncentrowałam się głównie na okolicach Gdańska-Wrzeszcza. Jakie to było miasto? Myślę, że bardzo trudne do opisania. Niemców mieszkało więcej niż Polaków, na początku faktycznie sprawiało wrażenie miasta „wolnego”, jednak po dojściu NSDAP do władzy stawało się coraz bardziej niemieckie. Już dawno chciałam osadzić akcję mojej powieści w międzywojennym Gdańsku, ale wydawało mi się, że to będzie zbyt trudne. Nie było lekko. Tym bardziej, że czasem wspomnienia ukazywały nieco inne historie niż oficjalne źródła historyczne.
 komu wierzyć?

fot. Wikipedia

M.T.: Co zatem sprawiło Pani największą trudność w pracy nad Córką generała?

M.W.: Zastanawiam się, jak odpowiedzieć na to pytanie, nie zdradzając treści książki. Może powiem tak – najwięcej pracy zajęły mi poszukiwania na temat tego, co się działo z ludnością żydowską w Gdańsku. Wymyśliłam sobie jeden motyw, który wydawał się nierealny w Wolnym Mieście Gdańsku, ale bardzo chciałam, by ta historia została opisana. I tak długo szukałam, aż znalazłam. Mam nadzieję, że obroniłam ten fragment. Ale nie było to łatwe. 

M.T.: Kiedy znamy historię danego miejsca, inaczej na nie patrzymy. W jaki sposób praca nad książką zmieniła Pani spojrzenie na Gdańsk?

M.W.: Kiedy teraz jadę główną gdańską ulicą i mijam dom majora Żychonia, jestem cała podekscytowana! Kiedy patrzę na budynki w starym Wrzeszczu, na terenie dawnego Polenhofu, wyobrażam sobie, że zza tych drzwi wyjdą moi bohaterowie. Każde miejsce jest pełne wspomnień. Drzewa pamiętają ludzi, którzy kiedyś skrywali się w ich cieniu, drogi pamiętają stare samochody, którymi jeździli dawni gdańszczanie, budynki pamiętają swoich lokatorów. A my możemy się wyłącznie zastanawiać, co by było gdyby. I czytać książki!

M.T.: Dotyka Pani w książce problemu tożsamości – tytułowa „córka generała” Elise von Hummel jest młodą niewinną dziewczyną, dla której „niemieckość” w dobie nazizmu staje się ciężarem. Jak Pani zdaniem nasze korzenie wpływają na całe nasze życie, w jaki sposób budują naszą tożsamość?

M.W.: To mój kolejny ulubiony temat. Korzenie i to w jaki sposób jesteśmy wychowywani bardzo wpływają na nasze życie. Nie wiem, czy ta „niemieckość” byłaby ciężarem, gdyby Elise nie poznała Polaków i nie spostrzegła, że oni nieco inaczej widzą świat. Nieco inaczej niż jej ojciec i jej brat. Sama zaczęła zauważać pewnego rodzaju niesprawiedliwość, ale też na własnej skórze poczuła, co to znaczy być odtrącona przez to, że jest się innej narodowości. 

M.T.: Akcja powieści rozgrywa się przed wojną, ale miłość, narodowe uprzedzenia i rodzinne waśnie są zjawiskami ponadczasowymi. Jaką lekcję może wyciągnąć z Córki generała współczesny czytelnik?

M.W.: Taką, że w każdej sytuacji powinno się zostać po prostu dobrym człowiekiem. Że nie liczy się narodowość czy inne indywidualne cechy. Liczy się człowiek. I najważniejsze jest to, byśmy tego człowieczeństwa nie utracili. I jeszcze lekcja taka, że historia lubi się powtarzać. Zmieniają się tylko okoliczności. Zawsze ktoś z kimś walczy, sprzecza się, kłóci. I tylko od nas zależy, czy zostaniemy wciągnięci w te walki, czy pozostaniemy sobą. Pozostaniemy dobrymi ludźmi. 

M.T.: Chociaż Warszawa była najbardziej doświadczonym przez wojnę miastem, w Gdańsku Niemcy również dokonali ogromnych zniszczeń. Czy dostrzega Pani jakieś analogie między losami tych dwóch miast? 

M.W.: Ciężko mi powiedzieć. Analogie? To była wojna wszystkich Polaków. Może ci w Gdańsku myśleli, że są bardziej bezpieczni? Nie wiem. Tak jak już mówiłam, Niemcy byli przekonani, że Gdańsk jest niemiecki. 

M.T.: Jakie są Pani dalsze plany wydawnicze i czy ma Pani zamiar kontynuować swoją przygodę z powieścią historyczną?

M.W.: Jak zawsze gonią mnie dedlajny! Teraz pracuję nad kolejną powieścią dla dzieci, a potem zobaczymy. Pisanie powieści z historią w tle jest niesamowitą przygodą. Szperanie w książkach, odkrywanie starych tajemnic jest fascynujące. Może teraz kolej na historię mojego dziadka i babci, której ojciec miał hotel w Poznaniu? Kto wie? A może powrócę do Wolnego Miasta Gdańska, bo tego tematu nie da się wyczerpać. 

 

 

Magdalena Witkiewicz

Bestsellerowa autorka powieści dla dorosłych i dla dzieci. Nazywana specjalistką od szczęśliwych zakończeń, opowiada o poważnych sprawach w lekkim, a czasami nawet w bardzo lekkim stylu. Jej książki sprzedają się w kilkudziesięciu tysiącach egzemplarzy. Wielokrotnie nominowana w Plebiscycie Książka Roku portalu lubimyczytać.pl. Jej powieści ukazały się m.in. w Wietnamie, na Litwie oraz w Stanach Zjednoczonych.