Świąteczny zamęt

Rok w rok, w pierwsze dni listopada, uczestniczymy w corocznym zdarzeniu zwanym „dojazdem do cmentarzy". Obarczonym wieńcami, torbami pełnymi zniczy nader łatwo złorzeczyć na tłok, powolność i nieudolność środków komunikacji i – co tu kryć – nie bez cienia racji. Trudno przecisnąć taki potok ludzi przez wąskie ulice, a jeszcze trudniej w autobusach. A kłopot ten jest tak stary, jak stara jest ... warszawska komunikacja miejska. Ledwie belgijskie tramwaje konne ruszyły w październiku roku 1881, już zawisł nad nimi istny miecz Damoklesa. „Kurier Warszawski" z ostatniego dnia października 1881 r. rozgrzewał oczekiwania warszawiaków: Przedłużenie linii tramwajów od Muranowa do Powązek dokonane będzie z dniem jutrzejszym. Od jutra więc z rana kursować będzie 7 wagonów od Powązek do Mokotowa - dwoma kursami jak zwykle i 4 wagonów kursem pojedynczym od placu Zamkowego do Powązek. Przy żywym jak zwykle ruchu w dni Wszystkich Świętych i Zaduszek linia tramwajowa będzie wielkim ułatwieniem dla publiczności, która jej z taką niecierpliwością oczekiwała.


Warto zapamiętać, iż właśnie Zaduszki stały się pośrednim powodem pierwszego przedłużenia trasy linii komunikacji miejskiej w Warszawie. Coś, co dziś nazwalibyśmy „śledztwem dziennikarskim" na wiosnę roku 1880-go przyniosło pewien rezultat. Poszło o to, co ... zwykle. Wspominałem że omnibusy konne do nazbyt wygodnych środków lokomocji nie należały. Brud, smród i ogólnie pojęte ubóstwo było standardem dla podróżujących ku głównej warszawskiej nekropolii, i nie tylko. Trzynastego kwietnia 1880 „Kurierek" donosił jednak z dumą, iż Smutny stan omnibusówkursujących (...) od rogu Królewskiej i Granicznej do rogatek powązkowskich zwrócił nareszcie uwagę władzy policyjnej. Smuta ta mocno musiała dopiec Obywatelom miasta skoro wręcz wyznaczona została osobna komisja pod prezydencją pułkownika Polenowa, złożona z naczelnika 9-go wydziału kancelarii oraz komisarzy cyrkułowych (...) Komisji tej polecono odbyć skrupulatne rewizje co sobotę wszystkich karet i wehikułów publicznych, którym w ciągu tygodnia odebrane będą przez służbę policyjną numera za rozmaite braki i niedostatki.


A, tak. Powązki w XIX wieku stanowiły już, przynajmniej dla przepisów porządkowych, teren extra muros. Co za tym idzie, każdy pasażer pojazdu kołowego, który chciałby dojechać nim choćby o krok dalej, niż linia obecnej ulicy Okopowej, musiałby wnieść stosowną opłatę. Na niecały miesiąc przed Zaduszkami 1880 roku można się było dowiedzieć, że od rogatek powązkowskich aż do trzeciej bramy cmentarza urządzony został chodnik asfaltowy. Stacja zaś omnibusów, które przedtem dochodziły do samej rogatki, przeniesiona została na placyk około pola marsowego. Placyków oddalony od rogatki, a przy tym niewybrukowany, jest formalnie nie do przebycia podczas błota, jak obecnie na przykład. Zatem całą tę przestrzeń, od mniej więcej zbiegu Dzikiej ze Stawkami aż do asfaltowego chodnika odwiedzający miejsca spoczynku swoich bliskich musieli pokonywać przysłowiowymi polskimi drogami w błocie.


Fragment tekstu opublikowanego w miesięczniku Skarpa Warszawska nr 11 (59) 2013, autor Daniel Nalazek