„Krwawnica” nie jest klasycznym kryminałem

O sztuce pisania kryminałów, twórczych inspiracjach i dalszych planach wydawniczych z Mieczysławem Gorzką, autorem powieści kryminalnej Krwawnica, rozmawia Marek Teler.

 

Fot. Konrad Koczywąs

Marek Teler: Z wykształcenia jest Pan ekonomistą i prowadzi Pan firmę zajmującą się podatkami i księgowością. Co zatem sprawiło, że postanowił Pan pisać powieści kryminalne?

Mieczysław Gorzka: Już od szkoły podstawowej pisanie było moją pasją. Pisałem opowiadania science fiction i fantasy, zdarzało mi się też pisać dłuższe formy. Na czterdzieste urodziny zrobiłem sobie prezent i wydałem zbiór opowiadań. Wtedy też pomyślałem, że jak napiszę kolejną książkę, to poszukam dla niej wydawcy. Akurat przyszedł mi do głowy pomysł na kryminał i tak powstał mój debiut, czyli Martwy sad. Oczywiście znalezienie wydawcy nie było takie proste i upłynęło kilka lat zanim trafiłem do Bukowego Lasu. Z wydawnictwem umówiłem się na trzy książki i tak postała seria Cienie przeszłości, na którą składają się jeszcze Iluzja i Totentanz. Te książki nadal cieszą się dużą popularnością, więc pozostałem przy kryminałach, chociaż cały czas mam nadzieję, że kiedyś zaprezentuję się czytelnikom jako autor bardziej wszechstronny.

M.T.: Słowo „krwawnica" to nazwa rośliny, która występuje m.in. w Polsce, ale też brzmi ono mrocznie i przywodzi na myśl krew. Skąd pomysł na właśnie taki tytuł powieści?

M.G.: Kiedy tylko wpadło mi w ucho słowo „krwawnica", moja wyobraźnia natychmiast podpowiedziała mi jedną ze scen początkowych. Małżeństwo wprowadza się do domu nad jeziorem w spokojnym miejscu, a ktoś na ścianie czerwonym sprayem pisze słowo „krwawnica". Zacząłem się zastanawiać, kto to mógł zrobić, jakie motywy nim kierowały, co to znaczy i tak powstała fabuła książki. Na początku nie wiedziałem, że krwawnica to zioło. Dowiedziałem się o tym dopiero w trakcie pisania scenariusza, bardzo się ucieszyłem i natychmiast to wykorzystałem. Z jednej strony „krwawnica" kojarzy się z czymś krwawym i strasznym, z drugiej jest rośliną używaną w ziołolecznictwie, co nadaje jej zupełnie inne, już nie tak groźne znaczenie. Ten dualizm znaczeniowy jest bardzo ważny w książce.

M.T.: W Pana książkach nie brakuje mrożących krew w żyłach zbrodni i mrocznych tajemnic. Skąd czerpie Pan inspiracje do kolejnych historii, które opisuje Pan w swoich kryminałach?

M.G.: Staram się niczym nie sugerować. Zbieram co prawda w specjalnym folderze ciekawe kryminalne historie i być może kiedyś je wykorzystam, jednak na razie pomysłów mi nie brakuje i jak dotąd wszystko, co napisałem, powstało w mojej wyobraźni i nie ma związku z rzeczywistością. Czasem pomysły przychodzą mi do głowy niespodziewanie, przy obiedzie, podczas spaceru z psami lub w trakcie pisania. Zazwyczaj są to gotowe sceny, wokół których buduję potem fabułę opowieści, tak jak to miało miejsce w przypadku Krwawnicy.

M.T.: Domyślam się, że oprócz pisania kryminałów jest Pan również ich częstym czytelnikiem. Do jakich autorów sięga Pan najczęściej?

M.G.: Kiedyś unikałem polskich kryminałów, żeby się nie sugerować. Czytałem za to dużo kryminałów skandynawskich, głównie Jo Nesbø i Stiega Larssona. Uważam, że to ich książki ukształtowały mnie jako autora. Dużo czytałem klasycznej literatury science fiction, a z kryminałów Raymonda Chandlera i Joego Alexa. Dopiero kiedy zacząłem osobiście poznawać polskich pisarzy kryminałów, stwierdziłem, że głupio by było nie wiedzieć, o czym piszą, i zacząłem czytać ich książki. Teraz muszę przyznać, że mamy bardzo wielu znakomitych autorów, którzy piszą świetne historie w niczym nie ustępujące tym zagranicznym. Bardzo podobają mi się książki Przemysława Piotrowskiego, z którym nadajemy na tych samych „kryminalnych falach", bardzo lubię książki z wachmistrzem Kukulką i redaktorem Adamem Bergiem autorstwa Krzysztofa Bochusa, podobają mi się kryminały retro, które pisze Tomasz Duszyński. Wymienię tu tylko tych trzech. Tak naprawdę ciągle odkrywam polskich bardzo zdolnych autorów. Na przykład ostatnio bardzo podoba mi się Michał Śmielak.

Fot. Konrad Koczywąs

M.T.: Głównym bohaterem Krwawnicy jest były policjant Rafał Dzikowski, który bada tajemnicze morderstwa we wsi Bagniska, a z czasem sprawa nabiera dla niego coraz bardziej osobistego charakteru... Jaki typ postaci reprezentuje Rafał i jakie są jego najważniejsze cechy charakteru?

M.G.: Konstruując postać Rafała Dzikowskiego, bardzo się starałem, żeby był inny niż dotychczasowy bohater moich książek, Marcin Zakrzewski. Mam nadzieję, że mi się to chociaż po części udało i obaj panowie nie będą do siebie porównywani. Przede wszystkim Rafał nie jest taką kryształową postacią jak Zakrzewski. Odszedł z policji w atmosferze skandalu, toczy się postępowanie w jego sprawie, jego postawa jest moralnie niejednoznaczna, dużo w jego życiu jest kłamstwa. Kiedy jeszcze pracował w kryminalnej, był twardym i bardzo skutecznym policjantem i tak ciągle o sobie myśli. Kiedy jednak jego rodzina staje w obliczu zagrożenia, zupełnie nie potrafi sobie z tym poradzić, miota się i długo nie może złapać właściwej perspektywy. Potrafi być wyrachowany i dla własnych korzyści działać niezgodnie z prawem, a z drugiej strony bardzo kocha żonę, chce zapewnić jej i sobie spokojną i bezpieczną przyszłość. Jest postacią niejednoznaczną i bardzo jestem ciekawy, jak zostanie odebrany przez czytelników.

M.T.: Zdobył Pan uznanie czytelników serią książek o policjancie Marcinie Zakrzewskim, teraz pojawia się nowy główny bohater. Co jeszcze może być dla Pana czytelników dużym zaskoczeniem, jeśli chodzi o Krwawnicę i jej fabułę?

M.G.: Przede wszystkim w mojej ocenie Krwawnica nie jest klasycznym kryminałem. Skłaniałbym się nawet ku twierdzeniu, że to jest bardziej thriller niż kryminał. Starałem się, aby ta książka była zupełnie inna niż poprzednie. Przyzwyczaiłem czytelników do wielowątkowych opowieści z bardzo dużą liczbą postaci, gdzie akcja pędzi do przodu od pierwszej do ostatniej strony. Moja nowa książka jest inna. To prosta, kameralna historia, gdzie występuje tylko kilku bohaterów. Wróciłem też do sposobu narracji, który wykorzystałem już w debiucie, czyli Martwym sadzie. Historia opowiadana jest z pespektywy głównego bohatera, czyli Rafała Dzikowskiego, i czytelnik obserwuje głównie jego rozterki i dylematy, uczestniczy w podejmowaniu przez niego decyzji, zarówno tych trafionych, jak i tych błędnych. Zmieniłem też sposób prowadzenia narracji. Początkowo akcja toczy się wolno i dopiero z czasem nabiera rozpędu, jest coraz mroczniej, napięcie rośnie z rozdziału na rozdział, robi się niebezpiecznie, nerwowo, aż do finału, w którym główni bohaterowie będą musieli stanąć do walki o życie. Mam nadzieję, że czytelnicy dobrze przyjmą taką zmianę i będą lekturą usatysfakcjonowani.

M.T.: Czy istnieje Pana zdaniem przepis na dobry kryminał – jakie elementy są niezbędne, aby wciągał czytelnika od pierwszej do ostatniej strony?

M.G.: Gdyby taki przepis istniał, polski rynek zalałyby całe oceany doskonałych kryminałów, a tak nie jest. Niestety, zdecydowana większość wydawanych książek w tym gatunku jest przeciętna albo słaba. Nie wiem, jak robią to inni, ale ja staram się pisać takie książki, jakie sam lubię czytać. Staram się tak opowiadać historie, żeby zainteresować czytelnika od pierwszych stron, dużo pracy poświęcam pojawiającym się w niej postaciom, nadając im własny i niepowtarzalny charakter, nawyki i powiedzonka. Oczywiście czytelnika trzeba jeszcze zaskoczyć, więc w moich książkach dużo jest zwrotów akcji i niespodziewanych zdarzeń. Do tej pory to działało, mam nadzieję, że zadziała również w przypadku Krwawnicy.

M.T.: Od ponad trzydziestu lat mieszka Pan we Wrocławiu i fascynuje się Pan średniowieczną historią Śląska. Co najbardziej ciekawi Pana w dziejach tego regionu?

M.G.: Zawsze interesowało mnie, jak formowało się państwo za czasów pierwszych Piastów. Śląsk, którego nazwa wzięła się prawdopodobnie od nazwy zamieszkującego tu plemienia Ślężan i ich świętej góry Ślęzy, odgrywał w tym procesie ważną rolę. Po rozbiciu dzielnicowym czasy panowania sześciu Henryków, książąt śląskich, to barwny okres walk w rodzinie śląskich Piastów, porwań biskupów, klątw nakładanych na Wrocław i lokalnych wojen. Myślę, że wiele z tych historii mogłoby być kanwą do ciekawych książek historyczno-przygodowych.

M.T.: Czy możemy zatem spodziewać się od Pana w przyszłości jakiejś powieści historycznej? Jakie są Pana kolejne plany wydawnicze?

M.G.: Nie wiem, czy kiedyś zdecyduję się napisać książkę historyczną, chociaż prawdę mówiąc, mam już napisanych kilka scenariuszy. Jednym z nich jest umieszczenie seryjnego mordercy we Wrocławiu około roku 1380. Ale to plany na dalszą przyszłość. Aktualnie pracuję równolegle nad trzema książkami kryminalnymi. Jedna z tych książek to dalsze losy nadkomisarza Zakrzewskiego, druga będzie opowiadać historię mężczyzny, który postanawia zmienić diametralnie swoje życie, co staje się przyczyną pasma tragicznych zdarzeń z morderstwem w tle. W trzeciej książce powołałem do życia nowego bohatera i prawdopodobnie będzie to początek nowej serii kryminalnej, trochę innej niż moje dotychczasowe książki. Tak wyglądają moje plany na ten rok.

Mieczysław Gorzka – rocznik 1969, wykształcenie wyższe ekonomiczne, od trzydziestu lat wrocławianin. Interesuje się średniowieczną historią Śląska, fizyką kwantową i kosmologią, browarnik z zamiłowania. Swoją literacką przygodę zaczynał od opowiadań science fiction i fantasy, pisze thrillery, historie w stylu horror & mystery i kryminały. Zadebiutował w roku 2019 i dotąd ukazało się pięć książek z nadkomisarzem Marcinem Zakrzewskim w dwóch seriach: Cienie przeszłości (Martwy sad, Iluzja, Totentanz) oraz Wściekłe psy (Polowanie na psy, Dziewięć).