Zuza jest prawdziwa aż do bólu

O kryminalnym obliczu Płocka, serii o mecenas Zuzie Lewandowskiej i inspiracjach literackich z Jackiem Ostrowskim, autorem kryminału Bibliotekarka, rozmawia Marek Teler.

Marek Teler: Pana powieści kryminalne, których główną bohaterką jest mecenas Zuzanna Lewandowska, osadzone są w czasach PRL-u. Jak ten czas, przedstawiany często – i nie bez racji – jako szary i ponury, zapisał się w Pana wspomnieniach?

Jacek Ostrowski: Wystarczy przeczytać serię z Zuzą Lewandowską w roli głównej i wszystko będzie jasne. Tak jak mi się zapisał, tak go przedstawiam i dlatego jest tak wiarygodny. Nie będę się tu więcej nad tym rozwodził, bo ponad dwa tysiące stron powieści to chyba nad wyraz wyczerpująca odpowiedź.

M.T.: Czy w czasach PRL-u często słyszał Pan o jakichś dużych sprawach kryminalnych w Płocku czy też było to – przynajmniej oficjalnie – względnie spokojne miasto?

J.O.: Było spokojne i niespokojne. W czasach „realnego socjalizmu", a konkretnie w roku 1970, Polską wstrząsnęła jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych, a mianowicie porwanie płockiego lekarza pediatry, doktor Kamińskiej. Tą sprawą żył cały kraj i to przez wiele lat. W roku 2017 ukazała się książka mojego autorstwa Ostatnia wizyta poświęcona tej bardzo interesującej sprawie. Miałem wgląd do akt sądowych, przeprowadziłem kilka rozmów z prokuratorem, który wtenczas prowadził śledztwo, na własną rękę starałem się ustalić, co kierowało porywaczem i co stało się z lekarką, którą znałem osobiście. Niestety, dziś książka jest już praktycznie niedostępna, bo cały nakład wyprzedał się i to piorunem.

M.T.: Właśnie ukazał się Pana najnowszy kryminał Bibliotekarka, czyli siódma część serii z Zuzą Lewandowską w roli głównej. Z jaką sprawą tym razem musi zmierzyć się pani mecenas?

J.O.: Tak jak to było w poprzednich częściach, musi się zmierzyć ze sprawą kryminalną. Tym razem Zuza przygląda się sprawie samobójstwa bibliotekarki i to aż sprzed dwudziestu lat. Im bardziej wgryza się w tę sprawę, tym więcej ma wątpliwości. Co ciekawe, wiele lat później w krótkim odstępie czasu giną trzy bibliotekarki. Morderca działa bez skrupułów, bo kobiety zostały zamordowane w brutalny sposób. Nasuwa się pytanie, czy te sprawy mogą być powiązane? Tym razem nasza bohaterka trafiła na godnego siebie przeciwnika. Zabójca jest wyjątkowo przebiegły i nie zawaha się również zapolować na Zuzę. Czy to będą udane łowy? Chyba nie, bo powstaje ósma część serii, ale jak to bywa w moich powieściach, nic nie jest pewne. Dlatego należy sięgnąć po Bibliotekarkę i samemu się przekonać.

M.T.: W Bibliotekarce mecenas Lewandowska ma wyjątkowo pod górkę – trwa stan wojenny, a do tego jeszcze ksiądz nie może ujawnić kluczowej dla sprawy tajemnicy spowiedzi. Co może być największym zaskoczeniem dla czytelników Pana najnowszej książki?

J.O.: Gdybym odpowiedział na to pytanie, to zepsułbym czytelnikom zabawę, prawdziwe harakiri dla autora i świństwo wobec czytelników. Opowiem o moich zamiarach podczas pisania Bibliotekarki. Tym razem postanowiłem sporo namieszać w życiu naszych bohaterów. Jest mniej notatek Mariańskiego, ale to nie oznacza, że i jego samego jest mniej, a wręcz przeciwnie. Pojawiają się nowe postacie, jak choćby aplikantka. Dziewczyna to również kobieta z jajami, tyle że jeszcze nieopierzona i u Zuzy przejdzie prawdziwą szkołę życia. Sama intryga kryminalna jest dość zawiła, tym bardziej, że Zuza szuka powiązań między zbrodniami dokonanymi w odstępie wielu lat. Czy uda się to jakoś połączyć? Może to tylko ślepy trop? Trzeba się samemu przekonać.

M.T.: Pana książki często osnute są na tle prawdziwych wydarzeń. Czy zatem i historia opisana w Bibliotekarce miała swój odpowiednik w rzeczywistości?

J.O.: Każda historia ma zawsze swój odpowiednik w rzeczywistości. Przez tysiące lat ludzie popełnili zapewne miliony zabójstw, a zatem zawsze można coś dobrać. W Bibliotekarce połączyłem kilka historii, splotłem je i dzięki temu zyskały na wartości. Życie kieruje się innymi prawami niż literatura czy film i dlatego opowiadając o zbrodni, trzeba często ją ubarwić, a bohaterowi dodać sprytu i inteligencji.

M.T.: Czytelnicy polubili Zuzę Lewandowską i jej wredną towarzyszkę Zgagę już od Pana pierwszej książki z serii, czyli Paragraf 148. Co najbardziej podoba się Panu w Zuzie Lewandowskiej i co Pana zdaniem wpłynęło na jej popularność?

J.O.: To, co podoba mi się w Zuzie, to jest nieistotne, istotne jest to, co się czytelnikom w niej podoba. Wydaje mi się, że dla dużego grona czytelników ta seria jest sentymentalną podróżą w czasie. Przypominam im ich młodość i to jest fajne. Sporo odbiorców utożsamia się choć częściowo z bohaterką, znajduje w niej jakąś cząstkę siebie, bo Zuza jest prawdziwa i to aż do bólu. Nie jest lalą, która drży, że w każdej chwili jej silikon eksploduje, nie hoduje paznokci do monstrualnych długości, nie maluje pazurów w fantazyjne wzory, nie dokleja czupryny. Takich kobiet jak Zuza w samej Polsce są miliony. Ma nałogi, pije, pali, ale kto z nas jest doskonały? Doskonali to święci i idą do nieba. Jeśli to faktycznie prawda, wybieram piekło. Tam na pewno jest weselej.

M.T.: Domyślam się, że oprócz pisania kryminałów jest Pan również ich częstym czytelnikiem. Do jakich autorów sięga Pan najczęściej?

J.O.: Piszę średnio trzy powieści rocznie i jestem nałogowym kinomanem. Kiedy mam czytać książki? Tu jest problem, mam na to za mało czasu i dlatego staram się swoją lekturę odpowiednio selekcjonować. Ostatnio wziąłem się za Szatańskie wersety Salmana Rushdiego. Nie ukrywam, że z niecierpliwością czekam na jej rzetelny odpowiednik, ale odnoszący się do katolicyzmu. Czy ktoś odważy się napisać coś takiego? Jeśli nawet taki się znajdzie, to zostanie publicznie wychłostany i obłożony ekskomuniką, jednym słowem za życia wysłany do piekła...

M.T.: Akcja Pana powieści o Zuzannie Lewandowskiej rozgrywa się w Pańskim rodzinnym mieście Płocku. Czy uważa Pan, że Pana twórczość przyczynia się do promowania Płocka wśród Polaków?

J.O.: Trudno mi to powiedzieć, zwłaszcza że przez ostatnie dwa lata borykaliśmy się z pandemią. Mam jednak nadzieję, że tak. W każdym razie taki był mój cel, a czy mi się to udało? Czas pokaże, choć już płoccy przewodnicy oprowadzają wycieczki śladami Zuzy Lewandowskiej. Swojemu miastu do tej pory poświęciłem dziesięć powieści, blisko trzy tysiące stron, ponad cztery miliony znaków. Czy mogłem coś więcej zrobić? Raczej nie. Cieszę się, że moimi książkami udało mi się mieszkańców Płocka pobudzić do czytania i to uważam za mój wielki sukces.

M.T.: Z Pana notki biograficznej wynika, że ma Pan korzenie litewskie i macedońskie. Czy mógłby Pan zdradzić coś więcej na ten temat? Znajduje Pan jakieś ślady tych genów w swoim charakterze lub podejściu do życia?

J.O.: Moje pochodzenie to mieszanka wielu narodowości. Jak to na mnie oddziałuje? Na pewno mam do wielu spraw inne podejście niż większość Polaków. Dla mnie może nie być granic, krajów, dla mnie ważny jest człowiek. Właśnie przez za bardzo rozbudzony nacjonalizm i mnogość religii jest tyle wojen na świecie. Gdyby to wszystko zlikwidować, pewnie żyłoby się nam lepiej. Wiem, że teraz mówię o utopii, ale pomarzyć można.

M.T.: Czy ma Pan już w planach kolejną książkę? Będzie to kolejna odsłona serii o mecenas Lewandowskiej czy też może odrębna historia?

J.O.: Proces wydawniczy jest dość długi, a zatem w momencie premiery jednej powieści jestem zaawansowany w pisaniu następnej. Gdyby było inaczej, wielbiciele Zuzy musieliby czekać na nową Zuzę do przyszłego roku, a do tego nie mogę dopuścić. Nie chcę im robić takiej przykrości, choć nie ukrywam, że następna część będzie prawdziwym tąpnięciem i zakończę fragmentem piosenki – Nic nie może wiecznie trwać... – co może dać dużo do myślenia.

Jacek Ostrowski – autor m.in. powieści Ostatnia wizyta nominowanej w plebiscycie Książka Roku Lubimyczytać.pl (2017) i Złoty POCISK 2018. Ostatnimi laty ukazały się także: Posiadłość w Portovenere, Transplantacja, Tajemnice tumskiej góry, Paragraf 148 – powieść została nominowana do nagrody Kryminalna Piła roku 2018, Czarny wdowiec, Sarkofag, Świrus, Zaginiona kronika, Wojna, Katharsis, Porwanie. Uhonorowany nagrodą Czarnego Kapelusza w plebiscycie czytelników podczas piątej edycji Poznańskiego Festiwalu Kryminału GRANDA 2019.